sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 6

*Z perspektywy Sashy*
- O kur...
- Ja pierdziele...
Jak weszłam, oniemiałam... A o co mi chodzi? Wszędzie po pokoju porozrzucane płatki róż, świeczki, taca na podłodze z przekąskami i szampanem.
- H... Harry, to dla mnie?
- Oczywiście milejdi.
- To ja zostawię was samych. - Mary.
- Al... Ale... z jakiej to okazji?
- Z takiej... - podszedł bliżej... że cię kocham - pocałował mnie.
- Harry, ciągle czymś mnie zaskakujesz.
- A, właśnie! Jutro w ósemkę jedziemy do parku wodnego.
- Poważnie? Ale fajnieeeeeeeeeeeeee! Kocham cię, Harry.
- Ja ciebie też, ja ciebie też.
- Dobra, chodź na dół, to w końcu twoje urodziny.
- A co z tym? - wskazał na pokój.
- Kiedy indziej, dobrze misiu?
- No okeeeej.
- O, Harry! Szukałam cię! Słuchaj, możemy porozmawiać?
- No nie wiem... - popatrzył na mnie.
- Dobrze, idź, ale za 5 min. masz być, jasne?
- Okej.
*6 min. później*
- Mary, nadal go nie ma... A jeżeli ona go upiła i zgwałciła? Albo zabiła?
- Przestań.
- Nie, idę go szukać. Czekaj, czekaj czy ty też słyszysz te krzyki? Chodź.
- Noo, to chyba tu. - Mary wskazała na jeden z pokojów.
- Zostaw mnie! Nie jesteś już moją przyjaciółką! Jesteś zwykłą szmatą!!! Wykorzystałaś mnie! - krzyczał Harry.
- Wchodzimy tam. - Sasha.
- Okej.
- Harry? Co tu się dzieje?!
- To ona, ona zaczęła mnie rozbierać, całować, Sasha, przepraszam, to nie ja. Naprawdę. Ona mnie zmusiła, Sasha wybacz mi, błagam...
- Dobrze, wybaczam. A TY SZMATO CO TU JESZCZE ROBISZ? WON!
- Hahaha, a jak nie to co? - Śmiała się perfidnie.
- Gówno!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział gówniany, bo pisałam go na szybko.
Chyba jak na razie zawieszę bloga, bo nikt go nie czyta.
Pozdrawiam.


2 komentarze: