- Harry, słuchaj. Lou mi powiedział coś... coś bardzo dla mnie ważnego. - krępowałam się.
- Hm? - Harry.
- Powiedział mi, że się o mnie martwi, bo ty miałeś wiele dziewczyn, z którymi szybko zrywałeś itp. i ja udawałam, że nic się nie dzieje, ale tak naprawdę, to to mnie zamartwia...
- Spokojnie, zaufaj mi, po prostu mi zaufaj... - przytulił mnie.
- Dobrze, chodźmy na dół do nich. Mm, co za zapachy, wy idźcie do masterchefa, czy coś hahaha.
- Hahahah, nie. - Zayn.
-Kto ostatni w basenie, ten jest debil! - zachęcał Harry. - Sasha, no chodź! Bo inaczej wrzucę cię tutaj! Haha.
- Nie, może później, okej? - wiedziałam, że to się źle skończy.
- Teraz! Dobra, idę po ciebie! Hahaha. - Harry nadal nie dawał mi spokoju.
- Harry, nie! Przestań! Harry! Aaaaa...- no i mnie wrzucił. - Topię się! Harry! Ha..*gaufbv*. - czułam, że opadam na dno.
- Jezus Maria! Harry! Debilu, ona nie umie pływać! Wyjmij ją! Natychmiast!!! - krzyczała przerażona Mary.
- Dzwońcie na pogotowie! - Liam.
- Boże! Sasha, SASHA! Obudź się, nie umieraj, nie! Wszystko będzie dobrze, Sasha. Będziesz żyła! Oddychaj! proszę! - Mary.
- Pogotowie już jest! - krzyczał Liam.
- Witam, co się stało? - lekarz.
- Ja... ja wrzuciłem ją do basenu dla żartów, ale nie wiedziałem, że ona nie umie pływać, naprawdę.
- Dobrze, ona ma za dużo wody w płucach, zawieziemy ją do szpitala i postaramy się tą wodę wyssać. Kto z państwa może z nami jechać? - spytał lekarz.
- Może ja pojadę? - Harry.
- Nie, na pewno nie ty, ja pojadę, a wy jedźcie samochodami.- Mary
- Dobrze, więc zapraszamy do karetki.- lekarz.
*15 min. później**w szpitalu*
- Ja pierdole, Harry! A JAK ONA UMRZE! Czy ty sobie wyobrażasz co wtedy nam zrobią jej rodzice?! Idioto! - Mary.
- MOŻESZ SIĘ KURWA W KOŃCU ZAMKNĄĆ?! ONA NIE UMRZE! WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE, TYLKO JUŻ SIĘ OGARNIJ, BO ZACZYNASZ MNIE WKURZAĆ! OD POCZĄTKU MNIE OSKARŻASZ, A JA NAWET NIE WIEDZIAŁEM, ŻE ONA NIE UMIE PŁYWAĆ! - Harry.
- Ej, spokojnie. Nie jesteście tu sami.- Olivia.
- Po prostu wkurza mnie to, że ona cały czas mnie oskarża!!! - Harry.
- Pani Sasha już się obudziła, wyssaliśmy jej wodę z płuc*, JEDNA osoba może do niej wejść.
- Ja wejdę, ona chyba nie chce ciebie na razie oglądać...- Mary.
- Odwal się.- wepchnął się Harry.- Cześć, jak się czujesz?
- Lepiej, lekarz powiedział, że jak będę się dobrze czuła, to jutro mnie wypuszczą.
- Emm... Ja chciałem cie za to wszystko przeprosić, za to, że wrzuciłem cię do basenu itp.
- Nie ma sprawy, nie wiedziałeś o tym, że nie... nie umiem pływać. - Mary.
- Ale i tak nie powinienem.
- A tak w ogóle, Harry... WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO STARUCHU! DAŁEŚ SIĘ NABRAĆ! :D Hahahah.
- Happy Birthday To You, Happy Birthday To You. HAPPY BIRTHDAY HARRY! - zaczęli wszyscy śpiewać.
- O rany, z tego wszystkiego zapomniałem, boże drogi... - Harry. - Dziękuję. Czyli... chwila, ty umiesz pływać, tak?
- Owszem, haha. - Sasha.
- To zapraszam cię do jeziorka kochanie :) (przy szpitalu) - Harry.
- O nie nie nie! Harry, błagam cię nie! Harry haha! Nudzi ci się?! Aaa! Nie! O ty szujo, chodź tu cwaniaku, no chodź! Chodź się przytulić! no chodź kochanie!
- Nie nie nie, odejdź, ODEJDŹ! Achh, musiałaś, prawda?
- Taak, hahah. - przytulił mnie mocniej.
- Dobrze, to zapraszam wszystkich na dżamprezę o 20.00 z okazji moich urodzin! - Harry.
- Z chęcią przyjdę, hahaha. - Sasha.
- To chodźmy na zakupy!
- Okej, ja, Harry i Mary jedziemy na zakupy, a reszta - przygotujcie dom. - "rozkazałam"
- Tak jest, kapitanie! - Lou.
*pół godz. później*
- Harry, idź po alkohol, a my z Mary pójdziemy po przekąski.
- Okej. - Harry.
- Hm, może ja zrobię moje koreczki, a Zayn'a poproszę, żeby zrobił karkówkę, co ty na to?
- Spoko, ja zrobię w takim razie sałatkę. Chodź po Harrego.
- Już gotowe! - Harry.
- Już gotowe! - Harry.
- Emm, słońce to nie miało być raz, dwa trzy... piętnaście butelek, tylko pięć i browary. Co za pijak... haha.
- No dopsze.
- Noo, grzeczny chłopczyk.
- Ale sobie go "wychowałaś". Hahaha - Mary.
*1 godz. później*
- Ej! Zayn! Co z tą karkówką?
- Zaraz będzie gotowa! - Zayn.
- Spoko, Louis! Miałeś powiesić lampki, a nie się nimi bawić!
- No dobrze, ale one są takie... ŚWIĘCĄCE! Czyż nie?
- Naprawdę?! Niemożliwe, GENIUSZ.
- Ej! Już pierwsi goście są! Chodźcie! - Olivia.
- Dobra, plan jest taki: Ja, Harry i Louis otwieramy drzwi i zapraszamy do środka, rozumiecie? Tak? Dobra, to chodźcie.
- Cześć, zapraszamy do środ... CAROLINE?! Czego ty tutaj szukasz? - po co ona tu przylazła?!
- Przyszłam na imprezę, a co?
- Harry, możesz ją wyprosić? Bardzo proszę! - mówiłam mu na ucho.
- Caroline, przepraszam, ale niestety nie wejdziesz tutaj, cześć.
- Jesteś tego pewien? - zaczęła go całować, ale zaraz zaraz! ON SIĘ NIE OPIERAŁ!
- Jesteś tego pewien? - zaczęła go całować, ale zaraz zaraz! ON SIĘ NIE OPIERAŁ!
- Harry! Przestań! HARRY!
- Caroline! Ty dziwko! Won stąd!!!!- Harry.
- Co to miało być?!
- Przepraszam, nie mogłem jej się wyrwać, naprawdę przepraszam.
- Dobra, nie ważne.
*1 godz. później*
- Cześć! Witam wszystkich, jak się bawicie? Chciałem powiedzieć pewną rzecz... To... to jest moja dziewczyna, ma na imię Sasha, i dzięki niej tutaj jesteście, gdyby nie ona, zapomniałbym o swoich urodzinach. To tyle, bawcie się dalej.
- Kochanie, przestań mi tak schlebiać.
- Przestań, kocham cię. - Harry.
- Harry, Sasha jest sprawa, Caroline próbuje tu wejść, ale Olivia nie daje sobie z nią rady, błagam, chodźcie.
- Kurwa, czego ta dziwka jeszcze tu szuka. - byłam zbulwersowana.
- Caroline, kurwa mać. Do ciebie nie dociera, że nic do ciebie nie czuję? Mam dziewczynę, i grzecznie powiem spierdalaj, miłego wieczoru.
- Cześć Harry, cześć... E, nie ważne. - Caroline.
- Chodź, nie przejmuj się. - Harry.
- Nie mam zamiaru.
- O, cześć Harry. Kopelat! Co u ciebie słychać?
- Savannah?! To naprawdę ty?! Cześć! Dawno się nie widzieliśmy! Chodź pogadamy.
- EKHEM. - Czy on już o mnie zapomniał?
- A, właśnie. To jest moja dziewczyna, Sasha, Sasha to jest Savannah moja koleżanka.
- Dziewczyna? Aha, tak cześć.
- Ta, siema.
- Chodź Savannah, Sasha, zajmij się gośćmi.
- Mary, trzymaj mnie, bo zaraz jej oczy wydłubie!
- Ej, luzuj. Chodź potańczyć.
*pół godz. później*
- Harry, Harry? Harry?! Nigdzie go nie ma.
- Sprawdzałaś w ogródku? - Mary.
- Tak.
- A na górze, w pokojach?
- Nie.
- To chodź.
- Okej.
- Harry, gdzie jesteś? Kochanie? - szukałyśmy po pokojach.
- Dobra, został ostatni pokój, jeżeli go tam nie będzie, to się załamie.
- Otwieramy na trzy-cztery, okej? - Mary.
- Dobra, trzy... czte... ry... O kur...
- Ja pierdziele.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* Nie wiem, nie pytajcie. Improwizowałam xD
Rozdział pisany z towarzyszącą mi czkawką. DZIĘKI.
Ciekawe, czy będzie się podobał. I... co będzie w ostatnim pokoju? Jak myślicie?
A tymczasem, CZEŚĆ :) :P
prześliczne *_* czekam na więcej : * :D
OdpowiedzUsuń